Indolencja urzędnicza: Stracona szansa na likwidację autostradowych bramek

Reklama

W 2017 roku Główna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad miała ostatecznie wyłonić nowego operatora – zarządcę systemu Krajowego Systemu Opłat Drogowych. Przetarg się opóźnił, a do tego rząd zmienił całkowicie koncepcję poboru e-myta w Polsce.

• W grudniu 2016 r. ogłoszony został przetarg na nowego operatora e-myta, który od listopada 2018 r. miał zacząć zarządzać krajowym systemem poboru opłat.

• Sejm zdecydował jednak, że poborem zajmie się Główny Inspektorat Transportu Drogowego, a przetarg zostanie ostatecznie unieważniony.

• Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, uważa, że cała procedura przetargowa i decyzja sejmu są złe dla kierowców.

W listopadzie 2018 r. kończy się obecny kontrakt na obsługę systemu viaTOLL przez dotychczasowego operatora Kapsch Telematic Services. Od blisko roku dziewięć konsorcjów rywalizowało o zarządzanie polskim e-mytem. Przetarg odbywał się w formie dialogu konkurencyjnego, co oznacza, że każdy mógł przedstawić na ten temat dowolne koncepcje i technologie. Prowadziło to do przeciągnięcia czasu realizacji i niepłynnego przejęcia systemu. Sejm zdecydował jednak, że niezależnie od przetargu, e-mytem zajmie się Główny Inspektorat Transportu Drogowego.

- Nie skorzystano z opcji wydłużenia przetargu, który i tak zaczął się za późno. To nie jest sprawa o 2 zł i było wiadomo, że będzie zacięta walka z udziałem KIO, potem sądu. To powinno było się zacząć w styczniu 2016 roku, najpóźniej w połowie 2016 roku. Teraz są przepychanki co do GITD – czy dadzą radę? Kadrowo, technologicznie, czasowo... Po drugie przetarg był kompletnie niesprecyzowany – to był bardziej pokaz mody: „pokażcie, co macie i wybierzemy, kto jest najpiękniejszy”. Można było odrzucić to, że za miliard złotych mamy zbudowaną infrastrukturę i ją wyburzyć. Do kosza mogła też powędrować idea, którą mamy obecnie – płaci się za kilometr, zależnie od silnika w ciężarówkach – nagle okazuje się, że to może być winieta. To bez sensu. Na świecie nie ma żadnego kraju, który wybrał technologię radiową i przechodził na satelity albo w drugą stronę. Wszędzie na świecie była kontynuacja technologiczna – komentuje Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Konsorcja, które uczestniczyły w przetargu, mogły przedstawiać dowolne technologie. Obecnie system viaTOLL korzysta z sieci bramownic radiowych. Gwarantuje to niemal 100-procentową szczelność systemu oraz możliwość rozwoju – np. poprzez instalację dynamicznych wag w bramownicach itp. W trakcie przetargu mówiono, że Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa myśli o tzw. systemie węgierskim: technologii satelitarnej dla ciężarówek i winietami dla samochodów osobowych.

- Systemy się starzeją i wymagają usprawnień - u nas to proste powiedzenie kierowcom: „będą bramki czy nie?”, a tak ciągle stoją puste place poboru opłat. Kierowcy pewnie by chcieli winiety, bo wyobrażają sobie, że mówimy o 20-30 zł. Tak się nie da, bo potrzebujemy pieniędzy na budowę i utrzymanie dróg. Poza tym Komisja Europejska wymaga od krajów członkowskich rezygnacji z winiet i przejścia na system taki, jaki mamy w Polsce: płaci się za kilometr i zanieczyszczenia.

Minister zapewniał, że nowy lub stary operator musi być znany odpowiednio wcześnie, przed listopadem 2018 r. To stało się nierealne już jakiś czas temu. Roczne przedłużenie byłoby konieczne, byle by skończyć przetarg. Teraz rozważa się Główny Inspektorat Transportu Drogowego – komentuje Adrian Furgalski.

Autor: 
---
Źródło: 

portalsamorządowy

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama