FSO Polonez - historia ostatniego polskiego samochodu. Wiesz, że nazwę dostał dzięki konkursowi?

Reklama

sob., 11/26/2016 - 15:09 -- zzz

Jest 3 maja 1978 roku. FSO z dumą prezentuje nowy model nazwany Polonez. Jest to owoc prac mających na celu zbudowanie przestronnego i komfortowego samochodu klasy średniej.

Ale jak każda dobra historia musi mieć swój początek, tak i ta zaczyna się 6 lat wcześniej. Jest rok 1972 i Polacy intensywnie myślą o stworzeniu nowego samochodu. Samochód ma być większy niż wytwarzany w FSO Fiat 125p, a także wygodniejszy od niego, przestronniejszy w środku i o wiele nowocześniejszy. W roku 1974 podpisujemy umowę z Włochami, którzy mają nam dostarczyć produkt gotowy i na miarę naszych czasów. Z tym, że z tymi czasami to nie do końca tak, bo podwozie i silniki miały zostać identyczne jak w Fiacie 125p (który z kolei odziedziczył podwozie od modeli 1300/1500). Więc samo podwozie nowoczesnością nie grzeszyło, ale za to było trwałe, a i silniki były bardzo dobrze znane naszym mechanikom. No i co ważne - nie było problemów z częściami zapasowymi. Nie, wróć - problemy z częściami zapasowymi w PRL-u były od zawsze, ale dla chcącego nic trudnego... W roku 1976 przedstawiono prototyp, który się spodobał i został zatwierdzony przez nasze władze. W roku 1978 rozpoczęto produkcję seryjną. Pozostała tylko kwestia nazwy dla samochodu. Bowiem do tej pory nazywał się on FSO Polski 1300/1500. I tak nazywało się parę pierwszych egzemplarzy, które dziś są mega gratką dla kolekcjonerów, o ile jeszcze istnieją. W 1978 Życie Warszawy ogłosiło konkurs, w którym wybrano nazwę dla pojazdu - Polonez. I tak oto Polonez stał się Polonezem. I wywołał zachwyt. I to nie tylko w Polsce, bo ten pojazd nadążał za światowymi trendami i zwyczajnie się podobał na świecie. Dla przypomnienia - najlepiej sprzedający się samochód z segmentu rynkowego.
 

Nadwozie pięciodrzwiowe typu hatchback. Potężne słupki tylne dawały troszkę wizualnej ociężałości, ale też sprawiały, że auto sprawiało wrażenie solidności. Jako ciekawostka: Polonez powstał jako czterodrzwiowa limuzyna. 

Jednak nie znalazł on uznania w oczach naszych decydentów z uwagi na to, że samochód sprawiał wrażenie małego i niesolidnego. Dlatego kazali oni dorobić mu trochę więcej blach z tyłu. Nadwozie zaprojektował Giorgio Giugiaro. Ciekawostka: Polonez to w zasadzie eksperymentalne dzieło tego projektanta, które zostało odłożone na nieokreślony czas. Czas ten nadszedł, gdy Fiat zwrócił się z prośbą o zaprojektowanie nowego samochodu. Co to za eksperyment? Otóż na początku lat 70. Amerykanie zaczęli wprowadzać obostrzenia dla samochodów z Europy i Japonii w kwestii bezpieczeństwa, bowiem te samochody zalewały amerykański rynek. Giugiaro pracował zatem nad bezpiecznym europejskim samochodem. Opracował on ładne nadwozie, które miało kontrolowane strefy zgniotu i potężne zderzaki, które bez szwanku mogły znieść zderzenia z prędkością 8 mil/h. Projekt ten został porzucony, ale nie na długo, bowiem w roku 1978 ujrzał światło dzienne jako Polonez. I obie strony były zadowolone. Polska, bo miała ładne nadwozie zrobione w tempie ekspresowym i do tego tanio, i włoska, bo porzucony projekt

zyskał nowe życie. Czyli jedno wiadomo na pewno - Polonez był bezpieczny.
 

Niestety, poprzez osadzenie dość sporego nadwozia na przestarzałym podwoziu z Fiata 1300/1500 Polonez wyglądał jak wyglądał. Koła głęboko pochowane we wnękach moim zdaniem mocno szpeciły piękną linię auta. No i przez to podwozie Polonez prowadził się... O tym później. 

Polonez przez lata ewoluował, ale zajmiemy się tu jego pierwszym wcieleniem, czyli tak zwanym Borewiczem. Linia nadwozia może podobać się nawet dziś. Czyli przeszła próbę czasu. Tak charakterystyczny spojler na tylnej klapie pojawił się w roku 1983 i w mojej skromnej opinii jest to najpiękniejszy Polonez ze wszystkich. Samochód spodobał się filmowemu Sławomirowi Borewiczowi z serialu "07 zgłoś się" i od tej pory po wsze czasy polonezy z lat 1978 - 1986 nazywane są Borewiczami albo Borkami. Cechy charakterystyczne to ogromne zderzaki, kratki wylotowe powietrza z kabiny na słupkach C i halogeny. W wersjach eksportowych tanie w produkcji cztery okrągłe reflektory zastąpiona dwoma prostokątnymi, ale z nimi Polonez już nie jest taki fajny. Nie ma tego czegoś. 
 

W środku? Jak na owe czasy luksus! Wnętrze w najbogatszych wersjach pluszowe (a może i welurowe). Fotele - jak podkreślają niektórzy użytkownicy - bardzo niewygodne. W biedniejszych wersjach (tak zwanych kryzysówkach) na porządku dziennym był skaj. 
 

Zegary - no tu już pełen wypas. Był w nich i obrotomierz, i wskaźnik ciśnienia oleju, i wskaźnik temperatury silnika. I to był zestaw montowany do każdej wersji wyposażeniowej. A to wszystko w czasach, gdy na zachodzie kierowca przeciętnego samochodu miał przed oczami jedynie prędkościomierz, zegarek i wskaźnik poziomu paliwa, a za resztę trzeba było słono dopłacić. Polonez miał to w standardzie. I niestety niewiele więcej, bo poza wspomnianymi halogenami z dodatków ułatwiających życie nie było nic. No, może poza kultowymi lampkami oświetlającymi kabinę na słupkach i nad tylną kanapą.
 

A jak Polonez wygląda w oczach użytkowników? 

Zawieszenie bardzo miękkie. W zakrętach daje to dość spektakularne odczucia, bo samochód dość mocno się przechyla. Tylny napęd powinien dawać frajdę z jazdy, ale nie daje, bo silnik ledwo co radzi sobie z masą pojazdu. Czy samochód jest nadsterowny, czy podsterowny? Otóż Polonez jako jedno z nielicznych aut jest jednocześnie nad- i podsterowny. Wszystko zależy od tego jaki manewr kierowca ma zamiar wykonać. Ale w zimie musi się mieć na baczności! Układ kierowniczy średnio precyzyjny i najczęściej pojawiają się w nim luzy, więc Polonez jedzie gdzie chce, a nie gdzie my chcemy, więc jazda po prostej to ciągła walka. Większość użytkowników podkreśla, że prędkość 110 km/h to prędkość, powyżej której Polonez z głośnego staje się głośny ponad wszelkie akceptowalne normy. Słychać powietrze opływające samochód, silnik wyje, a most mu wtóruje i tak naprawdę to nie wiadomo co bardziej uprzykrza życie kierowcy i pasażerom. Na szczęście rozpędzanie do tej prędkości trochę trwa, więc kierowcy Polonezów sobie ją odpuszczają i jeżdżą przepisowe 90 km/h, a na drogach ekspresowych i autostradach starają się nie przekraczać setki. Ja osobiście prowadziłem Poloneza raz (pozdrowienia dla Ali - właścicielki) i muszę potwierdzić słowa właścicieli. Jazda tym samochodem to była ciągła walka, choć podobno i tak miał malutki luz na kierownicy, bo ponoć 5 stopni na kierownicy, to co to jest? Problem jest, gdy luz dochodzi do 25 stopni... Właściciele Borewiczów podkreślają jeszcze jedno. Cofanie tym autem to loteria. Bo słupki tylne są szerokie i zasłaniają bardzo dużo. Problem znany także użytkownikom Golfów - ich auta też mają ten charakterystyczny element. Z tym że FSO dodało tam w późniejszym okresie okienka i problemy z widocznością się skończyły. 

Co się psuje w tym samochodzie? Może lepiej napiszę listę tego, co się nie psuje. Oto ta lista:
- ...
Każdy z użytkowników narzekał też na wyjący wał. Ponoć taka uroda tego auta. No i odwieczny przyjaciel Polonezów, czyli rdza. Ponoć to para nierozłączna. Rdza być musi, bo polonez bez rudej to nie Polonez i basta. Na szczęście każdy właściciel podkreślał, że Polonez jest prosty w naprawie, a silnik pamiętający lata 50. naprawi każdy kowal w szopie. Lewarek od skrzyni biegów umieszczono pod kątem, więc biegów nie wrzuca się tylko w przód i w tył, lecz także pod górkę i w dół. Zapytałem więc właścicieli, czy zmieniliby Poloneza na coś innego i najczęstsza odpowiedź jaką słyszałem to "Zgłupiałeś? Gdzie ja fajniejsze auto kupię?". 

Tak więc... Kochajmy Polonezy. To ostatni polski samochód osobowy. W zasadzie to polsko-włoski, ale nasz. Potem z FSO było coraz gorzej, a teraz firma już nie istnieje. Poniżej zdjęcia niektórych Polonezów użytkowników. Są to już nowsze modele Caro i Atu, ale uwierzcie mi - można w nich poczuć klimat starego dobrego Borewicza. 

Jeszcze na koniec mały smaczek. Polonez Coupe i Polonez 3D (różniły się przodem i środkowym słupkiem). Coupe produkowane w latach 1981 i 1983 miało jak widać pas przedni z modelu wypuszczonego w roku 1987. Polonezów tych wyprodukowano około 40 sztuk (choć nawet FSO nie wie ile ich wyszło, bo mają bałagan w papierach i nikt ich nie liczył). Ostatnio pojawił się jeden oryginalny odrestaurowany egzemplarz na sprzedaż i kosztował ponad 100 000 zł. Więc warto poszukać jakiegoś Coupe do odnowienia. 
 

A ceny Polonezów Borewiczów dziś? Są różne, ale można założyć, że za około 5000 - 7000 zł można zakupić solidną bazę do remontu, natomiast za około 10 000 zł można nabyć prawdziwe perełki. Auta od pierwszych właścicieli. I jeśli ktoś ma garaż i lubi majsterkować - polecam kupno Poloneza. Warto zachować dla następnych pokoleń to auto. Bo to kawałek naszej motoryzacyjnej historii...

 

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

plportal.pl

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama