Niemcy już zdążyli znienawidzić elektryki

Reklama

śr., 01/26/2022 - 09:07 -- zzz

Dynamicznie rosnąca sprzedaż samochodów elektrycznych w 2021 r. w Niemczech spowodowała, że o naszych sąsiadach zaczęto mówić jako o tych lepszych, bardziej gotowych na nadchodzące zmiany. Niektórzy mówią nawet o zupełnie innym myśleniu i bardziej rozwiniętym społeczeństwie, ale to wszystko bzdura. Pokazały to najnowsze badania Deloitte, a więc jednej z najbardziej renomowanych firm doradczych i audytorskich na świecie. Wynika z nich, że Niemcy wcale nie chcą samochodów elektrycznych.

Duży wzrost pompowany przez dofinansowania
Zeszłoroczne dane sprzedażowe, którymi niektórzy się zachwycają, pokazały że Niemcy zrobiły olbrzymi krok ku elektromobilności. Przez cały 2021 r. u naszych zachodnich sąsiadów sprzedano bowiem blisko 356 tysięcy samochodów elektrycznych na baterie, co oznacza wzrost 83,3% względem 2020 roku. Znacząco, bowiem o 62,3%, wzrosła także sprzedaż hybryd plug-in, która wyniosła 325,5 tys. Ta druga statystyka jest jednak mniej ważna w kontekście naszego tekstu.

Niemcy osiągnęli ten wynik dzięki pomocy rządu federalnego, który przeznaczył na elektryfikację ponad 3 miliardy euro. Bez tych pieniędzy takie statystyki oczywiście nie byłyby możliwe, a rząd będzie dofinansowywał samochody elektryczne i hybrydy plug-in co najmniej do końca 2025 roku. Jak się jednak okazuje, realne zainteresowanie naszych zachodnich sąsiadów samochodami elektrycznymi jest znacznie niższe, niż wskazywały by na to głośne nagłówki w artykułach.

Audyt Deloitte może być dla niektórych szokiem
Według najnowszego badania Deloitte aż 85% Niemców nie wyobraża sobie samochodu elektrycznego jako swojego kolejnego samochodu. Mowa jest więc nawet nie o teraźniejszej sytuacji, ale o przyszłości, w której przecież elektryfikacja ma się szybko rozwijać. Oczywiście, te 15%, które jest zainteresowane, to naprawdę wiele osób i może wystarczyć na wzrost sprzedaży na wiele lat. Dlatego zwróćmy uwagę na jeden fakt.

 

Kiedy stowarzyszenie VKU przeprowadziło podobne badanie w 2020 roku, tylko 56% Niemców nie chciało kupować elektrycznego modelu jako swojego kolejnego samochodu. Dwa lata później – a w erze elektryfikacji samochodów to wieczność – wynik ten spadł. I to pomimo znacznie lepszych samochodów na baterie niż wcześniej i rozbudowanej infrastruktury. I to aż o 29%. Trudno jednoznacznie wskazać, dlaczego – być może chodzi o świadomość na temat samochodów elektrycznych?

Media od kilku lat pięknie kolorują rzeczywistość, wskazując na zawrotny rozwój samochodów elektrycznych. Cały czas mówi się o spadających cenach i rosnącym zasięgu, który ma być porównywalny z samochodami spalinowymi. Nie mówimy, że tak się nie stanie za jakiś czas, ale to na pewno nie potrwa rok czy dwa. Na chwilę obecną samochody elektryczne to luksus dla nielicznych, a często są przedstawiane jako jedyna możliwa wizja przyszłości. Naprawdę nie mamy nic do elektryfikacji jako jednej z dróg rozwoju motoryzacji. Jednej z, a nie jedynej możliwej, jak to obecnie jest przedstawiane. Samochody elektryczne często są świetne, co sami pokazujemy w testach, ale nie są stworzone dla każdego. A każdemu chce się je wpychać.

Problemy wszyscy znamy
Fakty są takie, że Niemcy nie chcą samochodu elektrycznego głównie z powodu niewystarczającego zasięgu, co wskazało 25% ankietowanych. 14% skrytykowało słabą infrastrukturę, a 12% zbyt wysoką cenę. W kontekście tej ostatniej jedna trzecia respondentów stwierdziła, że jest w stanie wydać 2000 euro więcej na samochód elektryczny niż na spalinowy. Szanowni Państwo, to stanowczo za mało.

Kolejnym kluczowym wnioskiem z badania, o którym można przeczytać na niemieckiej stronie „Focusa”, jest spojrzenie społeczeństwa na kwestię ładowania. Aż 70% z ankietowanych chciałoby ładować go w domu. To oczywiście przeszkoda niemal nie do pokonania na drodze do masowej elektromobilności, ponieważ większość kierowców mieszkających w blokach może pomarzyć o własnym garażu, w którym ew. mogłaby zamontować sobie wallboxa. Wizja osiedli zapełnionych stacjami ładowania jest piękna, ale także mało realistyczna jeszcze przez wiele lat.

Niemcy oczekują od samochodu elektrycznego realnego zasięgu na poziomie co najmniej 616 kilometrów, co dla obecnej generacji pojazdów na baterie jest ogromnym wyczynem. Mówimy o realnym zasięgu przy normalnej jeździe, a nie jeździe na pokaz i chwaleniu się, gdzie to się dojechało na jednym ładowaniu. Swoją drogą, kolejne marki w Polsce zrealizowały takie działania promocyjne, które jednych mogą zachęcić, a innych zażenować.

Autor: 
zzz
Źródło: 

motohigh.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama