Bruksela doliczy do każdego litra benzyny i ON 60 gr. CO2 w cenie paliwa?

Reklama

wt., 09/15/2020 - 11:05 -- zzz

Transport drogowy w UE także ma być włączony do systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (EU ETS) – wynika z projektu dokumentu Komisji Europejskiej, do którego dotarło WysokieNapiecie.pl. To oznacza, że za benzynę i olej napędowy zapłacimy o ponad 60 gr/l więcej – uważa ekspert. Zmianę popierają producenci samochodów, przeciwko są ekolodzy.

W tym tygodniu Komisja Europejska chce przekazać Parlamentowi Europejskiemu i Radzie swoje stanowisko ws. ambitniejszego celu redukcji emisji CO2 przez Unię Europejską. Bruksela chce zaproponować, aby cel redukcji emisji CO2 w 2030 roku, względem 1990 roku, wyniósł „przynajmniej 55%” – wynika z roboczej wersji stanowiska, do której dotarli dziennikarze portalu WysokieNapiecie.pl.

Bruksela: bardziej ambitny cel wymaga nowych środków

Obecny cel redukcji emisji dwutlenku węgla, przyjęty zaledwie dwa lata temu, to 40% do 2030 roku. Natomiast cała UE zobowiązała się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Zdaniem Komisji Europejskiej bez podwyższenia ambicji już w najbliższej dekadzie, ostatecznego celu nie uda się zrealizować.

W ocenie unijnych komisarzy niezbędne do osiągnięcia bardziej ambitnego celu redukcji CO2 będzie włączenie całego sektora transportowego i budownictwa do systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych (EU ETS). Dziś uprawnienia na tym rynku kupują przede wszystkim elektrownie (węglowe i gazowe) oraz duży przemysł – czyli podmioty emitujące CO2.

Włączenie transportu miałoby się odbywać w odwrotnym kierunku, czyli zamiast emitentów CO2 (kierowców), kupować uprawnienia do emisji musieliby producenci paliw (rafinerie) i ich importerzy (byłby to tzw. upstream emissions trading system).

Włączenia transportu do ETS chcą producenci aut

Za włączeniem sektora transportowego do systemu EU ETS od dawna opowiadali się… producenci samochodów. Organizacje takie jak ACEA (Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów) i VDA (niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego) od lat przekonywały, że Unia Europejska obarcza całą odpowiedzialnością za redukcji emisji CO2 w transporcie automakerów. Dotychczasowe unijne przepisy nakładały bowiem na producentów i importerów aut wymagania w zakresie maksymalnej średniej emisyjności floty sprzedawanych aut. To z tego względu producenci zaczęli masowo produkować hybrydy, hybrydy plug-in i auta całkowicie elektryczne. Im więcej ich sprzedali, tym bardziej mogli obniżyć swoją średnią emisyjność i sprzedawać więcej paliwożernych aut sportowych i SUV-ów. Producenci liczyli, że w końcu uda im się skłonić Brukselę, aby zamiast dalszego dokręcania śruby w zakresie emisyjności floty, zaczęła podkręcać śrubę ich klientom, czyli użytkownikom samochodów, poprzez obciążanie paliwa opłatami za emisję CO2.

Przeciwko podwyższaniu cen paliw są ekolodzy

Takiemu podejściu sprzeciwiały się największe organizacje ekologiczne w Unii Europejskiej, działające przez brukselskie stowarzyszenie Transport & Environment (T&E). Podnosiły one, że włączenie transportu drogowego do systemu EU ETS, obciąży kieszenie kierowców ale nie będzie skuteczne, bowiem zmiany zachowań konsumenckich wymagałyby astronomicznych cen praw do emisji CO2 (na poziomie 200-250 euro/t, podczas gdy dzisiaj kosztują one ok. 28 euro/t). Taki poziom byłby jednak nie do udźwignięcia dla mniej zamożnych właścicieli samochodów. Tymczasem droższa benzyna nie miałaby większego wpływu na kupujących drogie luksusowe i paliwożerne SUV-y, bo na ich budżetach domowych i finansach ich firm wyższe koszty nie robiłyby wrażenia.

Zgadza się z tym także, należąca do T&E, polska Fundacja Promocji Pojazdów Elektrycznych. − Włączenie transportu samochodowego do europejskiego systemu handlu emisjami nie wpłynie znacząco na redukcję emisji z samochodów, ale może uderzyć w osoby najbiedniejsze, które nie będzie stać na zakup samochodu elektrycznego i będą skazane na użytkowanie starego samochodu spalinowego i kupowanie do niego coraz droższego paliwa. Europa powinna skupić się na ambitnych regulacjach dotyczących redukcji emisji CO2, które sprawią, że producenci będą zmuszeni do przyspieszenia transformacji w stronę produkcji samochodów elektrycznych. Przypomnijmy, że w ostatnich miesiącach samochody elektryczne stanowiły już ok. 10% sprzedaży w UE – tłumaczy Rafał Bajczuk z FPPE. Jak dodaje, według analiz T&E włączenie transportu do ETSu spowodowałby zwiększenie ceny paliwa do 2030 roku o 14 eurocentów za litr (nieco ponad 60 gr/l).

Na dalsze zaostrzanie norm emisji nie chcieli się z kolei zgodzić producenci samochodów. Po pierwszych zapowiedziach możliwego zaostrzenia norm, wypowiedzianych przez nową szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, prezes VDA Bernhard Mattes wypomniał Unii, że już dziś mamy tu najostrzejsze normy emisji na świecie. Z kolei szef ACEA i grupy PSA Carlos Tavares uderzył w wysokie tony sugerując, że zaostrzenie przepisów może godzić w swobodę przemieszczania się, która „jest czymś fundamentalnym dla naszych demokracji”.

Bruksela: trzeba zastosować wszystkie środki

Komisja Europejska ostatecznie postanowiła pogodzić ekologów z producentami samochodów. Z dokumentu do którego dotarliśmy wynika, że Bruksela zaproponuje… zastosowanie obu mechanizmów – zarówno włączenia transportu drogowego do EU ETS, jak i podwyższenia norm emisji (o 50% względem celu na 2021 roku, wynoszącego 95 g CO2/km, co oznaczałoby nowy cel na poziomie 42,5 g CO2/km).

To dopiero projekt stanowiska, które będzie następnie urabiane w klasycznym europejskim trójkącie Komisja-Parlament-Rada. Wiele może się więc jeszcze zmienić. Poza jednym… na końcu i tak zapłacą za to kierowcy. Zyskać mamy jednak wszyscy – im szybciej zredukujemy emisje gazów cieplarnianych, tym mniej dotkliwe zmiany globalne wywołamy.

Autor: 
zzz
Źródło: 

wysokienapiecie.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama